Tuesday, August 9, 2011

Nocny Bieg Powstania Warszawskiego

Jak co roku udalismy sie 2 osobowo na bieg ku pamieci wszytkich, ktorzy zgineli w zrywie powstanczym 1944. I jak co roku wystep mi wyszedl slabo ale Lilcia pobiegla bardzo ladnie... coz starosc nie radosc. Zbieramy zady do Szklarskiej....

Saturday, June 25, 2011

O Przemocy domowej

W Garwolinie kozy kuja wiec Potworek madra glowa udal sie do Garwolinowa... a co przezyl i nabiegal post ten wam opowie.

19tego odbyl sie IIgi bieg Avon kontra przemoc w fajnym miescie Garwolinie. Pojechalismy tam cala rodzinka w klubowych strojach :) a Lila postanowila wystartowac. Przyznac trzeba ze nie byl to najlepszy pomysl po tygodniu choroby... ale wolalem nie podskakiwac. Wystrtowala i nabiegala ladny wynik 49:46 a najwazniejsze ze byla zadowolona. My z dzieciakami kibicowalismy, zwiedzalismy festyn i bawilismy sie opodal mety. Bylo bardzo fajnie i jednoczesnie w miare kameralnie. Chwala organizatorom


Strona biegu

Monday, May 30, 2011

IRON MONSTERS!!!!!!!!!!!!

Za nami kolejny sprawdzian mocy i to w dawce 3x2! 2 moje kochane Potwory: mały zwany Krótką Heńką (znaną ogółowi jako nasza córka Matylda) oraz duży czyli Heniuś (Rafał) wyruszyli do St. Polten ażeby po raz kolejny zmierzyć się na dystansie IM 70.3
Jak zawsze towarzyszyły nam olbrzymie emocje megadawka adrenaliny euforii radości oraz.... upał. Potwory jednak tak jak poprzednio również teraz pokazały świetną kondycję żelazną wolę i MOC - słowem klasa sama w sobie :)

Tu należy wspomnieć o wynikach czyli II m-cu dla Mati (w kategorii wiekowej kobiety 7 lat) oraz pierwsza triathlonowa wspaniałą 6-tka dla Rafała :)
HIP HIP HURRA!!!!!!!

(suf)

Warto zauwazyc ze mamy swietny przyklad jak ktos sie nie uczy na swoich bledach. Sam pisalem w zeszlym roku na maratonach o tym jak sie odzywiac i nawadniac a potem jade na zawody i padam ofiara zaniedbania. 6stka z przodu czyli najgorszy czas w historii :) a to wszystko dla tego ze sie nie nawadnialem prawie wcale przez pierwsze 2 godziny. Coz za glupote placi sie bolesnie najgorszym polmaratonem w historii.

Natomiast Matti wspaniala :)

Sunday, May 15, 2011

Dlugi wickend i dlugi pech

Maj sie zaczal i jest po dlugim wickendzie. Przyznam ze zaczelo sie bardzo slabo... najpierw w Trzebnicy po dlugiej i mozolnej jezdzie znalezlismy sie na 10 minut po oficjalnym zamknieciu biura zawodow. Jednak jak zwykle humor i zaangarzowanie organizatorow zatrzymaly ich dluzej w biurze... zwlaszcza ze kibicowali takze wyjazdowi autokaru wycieczkowego... moze do Rzymu?

Uff majac numer udalismy sie do hotelu gdzie spotkalismy sie ze znajomymi... choc i tu maly zgrzyt. Reka pogruchotana po upadku z roweru nie nadaje sie do podawania. Dziwne miny :) Sen a rano wiut rowerem na start by spotkac innych znajomych. Potem z powrotem do hotelu bo startowalem w jednej z ostatniej grup. Na starcie fajnie... ruszamy i jedziemy spokojnie przez miasto. Chlopaki walcza... jednen gubi torbe na pierwszej prostej. Kilka dowcipow i jedziem dalej. Przy kolegiacie... Zzzwiiuuu i zeszlo powietrze z przedniego kola. Zsiadam patrze... no coz dupa z jazdy. Nie mam zapasu jak zwykle liczylem na szczescie. Caly wyjazd szlak trafil :) Reszta klubu zgarnia mnie z pod kolegiaty i jedziemy oddac numerek i inne dobra na start. Kolezanka z Szerszeni probuje mnie zachecac do walki ale nikt nie ma detki a jedyny sklep w Trzebnicy gdzie mogly by byc takowe zamkniety:) Nie zrazamy sie. W drodze do Szklarskiej kupuje lyzki i detke w super sklepie we Wrocku. Na miejscu w hotelu zmieniam detke pompuje... patrze a tu przez przetarta opone wychodzi mi babel detki :) Dodatkowo znajduje duza przeciecie na grzbiecie opony. Nic tam... dzwonie do Decatlony we Wrocku.... wypozyczalni rowerow w Szklarskiej i nie maja opon do szosowki :) Dobrym przypadkiem sa w hotelu inni triathlonisci. Udaje mi sie znalezc milego czlowieka ktory odsprzedaje uzywana oponke i ja zakladam. Jeden trening uratowany. Reszte wickendu rowerowego szlak trafil.

Na koniec 3-rano wygladam za okno a tam zima! 20 cm sniegu na samochodzie. Mokry lepki snieg i wszyscy na letnich oponach. 8 godzin drogi do Wawy ze Szklarskiej z czego chyba 1.5h do samej Jeleniej gory. Dantejskie sceny i strach w oczach. Ale wrocilismy spokojnie... To byl dlugi wickend i dlugi pech ale na koniec wiele szczescia ze wrocilismy cali i rozbawieni. Potwory sie nie daly :)

Saturday, April 23, 2011

poprawki krawieckie Obrusa i Zapiekanki

Po tym jak dr.PCW wyzbywal sie osprzetu zakupilem sobie od niego korbkie TT i zamatowalem w Obrusie. Calkiem dobra  jeszcze korbkie z Obrusa postanowilem usadowic w Zapiekance zamiast zjechanego juz Chorusa. Niestety na widok Zapiekanki moj ulubiony ServiceMan Ryszard dostal piany i wogole nie chcial przy niej nic robic (coz... troche to gruchot :)  i trza chlopa zrozumiec) w koncu poprosilem go jednak i sie zgodzil ... ufff... efekt jest nastepujacy:

Obrus - nowa korba TT i kolka Mavic CC SL Premium
Zapiekanka - nowa przerzutka tylna Campa Veloce + nowe stery + nowa kaseta + nowe owijki + nowy lancuch.

Po kosmetyce w salonie Ryszarda Zapiekanka wyglada jak dobrze zrobiona 40tka :)

Monday, April 18, 2011

Jak to z Cracovią było

Biegli, biegli i....nie dobiegli :(
ale zapowiadało się nieźle, przez pierwszą połowę biegliśmy zgodnym krokiem z grupą na 4:00 (do teraz nie wiem czy oby na pewno netto czy bardziej brutto) i biegło się zadziwiająco lekko, od 13-go km żołądek się zbuntował i zaczął wysyłać niepokojące sygnały, ale Potwory tak łatwo się nie poddają i byle co ich nie wystraszy więc walczyliśmy dalej (ja z żołądkiem, Rafał z moją niemocą wspierając mnie na wszelkie znane tylko jemu sposoby). Walka ostatecznie zakończyła się porażką na 28 km. Ostatnie 14 km pokonałam już nie o własnych siłach, ale w ambulansie w kocykowym kokonie, podłączona do odżywczego koktajlu z kroplówki.
I tyle było z maratonu....pozostał gorzki smak porażki, wciąż obolały żołądek i medal, po który w następnym roku przybiegnę już o własnych siłach.
Jeszcze się policzę z Cracovią!

P.S. Kochanie, dziękuję za wszystko

Saturday, April 9, 2011

Koma 3 Nadchodzi... oglaszam alarm dla Potworow

... za tydzien Cracovia i strach opadl Potwory bo niestety ostatnie 2 tygodnie choroba nie pozwolila mi cwiczyc a i Lila miala malo mozliwosci i bardzo sie stresuje. Ja mialem biec na 3:45 i tutaj... bye bye Maszkaro... nie ma mowy. Lila ma wciaz dobra szanse na zakrecenie sie kolo 3:59:xx jest wytrenowana jak smok. Tetno wskazuje bardzo wysoka wydolnosc organizmu i male zmeczenie przy dosc wysokim wysilku :) Jest dobrze a nawet lepiej... ale Henka sie bardzo denerwuje. To w koncu dopiero jej 2gi Maraton.

... za 6 tygodni IM70.3 Austria... boje sie bo nie ma wystarczajaco czasu na rowerowanie. Tutaj tez pogoda i choroba pograzyly moje plany i jestem 2 tygodnie w tyl. W miedzyczasie jeszcze 135 km roweru w Trzebnicy z Szerszeniami :)