Po tym jak dr.PCW wyzbywal sie osprzetu zakupilem sobie od niego korbkie TT i zamatowalem w Obrusie. Calkiem dobra jeszcze korbkie z Obrusa postanowilem usadowic w Zapiekance zamiast zjechanego juz Chorusa. Niestety na widok Zapiekanki moj ulubiony ServiceMan Ryszard dostal piany i wogole nie chcial przy niej nic robic (coz... troche to gruchot :) i trza chlopa zrozumiec) w koncu poprosilem go jednak i sie zgodzil ... ufff... efekt jest nastepujacy:
Obrus - nowa korba TT i kolka Mavic CC SL Premium
Zapiekanka - nowa przerzutka tylna Campa Veloce + nowe stery + nowa kaseta + nowe owijki + nowy lancuch.
Po kosmetyce w salonie Ryszarda Zapiekanka wyglada jak dobrze zrobiona 40tka :)
4 osobowa druzyna Potwory z Glebin. Platforma crosscomm & share, blog o charakterze spontanicznym
Saturday, April 23, 2011
Monday, April 18, 2011
Jak to z Cracovią było
Biegli, biegli i....nie dobiegli :(
ale zapowiadało się nieźle, przez pierwszą połowę biegliśmy zgodnym krokiem z grupą na 4:00 (do teraz nie wiem czy oby na pewno netto czy bardziej brutto) i biegło się zadziwiająco lekko, od 13-go km żołądek się zbuntował i zaczął wysyłać niepokojące sygnały, ale Potwory tak łatwo się nie poddają i byle co ich nie wystraszy więc walczyliśmy dalej (ja z żołądkiem, Rafał z moją niemocą wspierając mnie na wszelkie znane tylko jemu sposoby). Walka ostatecznie zakończyła się porażką na 28 km. Ostatnie 14 km pokonałam już nie o własnych siłach, ale w ambulansie w kocykowym kokonie, podłączona do odżywczego koktajlu z kroplówki.
I tyle było z maratonu....pozostał gorzki smak porażki, wciąż obolały żołądek i medal, po który w następnym roku przybiegnę już o własnych siłach.
Jeszcze się policzę z Cracovią!
P.S. Kochanie, dziękuję za wszystko
ale zapowiadało się nieźle, przez pierwszą połowę biegliśmy zgodnym krokiem z grupą na 4:00 (do teraz nie wiem czy oby na pewno netto czy bardziej brutto) i biegło się zadziwiająco lekko, od 13-go km żołądek się zbuntował i zaczął wysyłać niepokojące sygnały, ale Potwory tak łatwo się nie poddają i byle co ich nie wystraszy więc walczyliśmy dalej (ja z żołądkiem, Rafał z moją niemocą wspierając mnie na wszelkie znane tylko jemu sposoby). Walka ostatecznie zakończyła się porażką na 28 km. Ostatnie 14 km pokonałam już nie o własnych siłach, ale w ambulansie w kocykowym kokonie, podłączona do odżywczego koktajlu z kroplówki.
I tyle było z maratonu....pozostał gorzki smak porażki, wciąż obolały żołądek i medal, po który w następnym roku przybiegnę już o własnych siłach.
Jeszcze się policzę z Cracovią!
P.S. Kochanie, dziękuję za wszystko
Saturday, April 9, 2011
Koma 3 Nadchodzi... oglaszam alarm dla Potworow
... za tydzien Cracovia i strach opadl Potwory bo niestety ostatnie 2 tygodnie choroba nie pozwolila mi cwiczyc a i Lila miala malo mozliwosci i bardzo sie stresuje. Ja mialem biec na 3:45 i tutaj... bye bye Maszkaro... nie ma mowy. Lila ma wciaz dobra szanse na zakrecenie sie kolo 3:59:xx jest wytrenowana jak smok. Tetno wskazuje bardzo wysoka wydolnosc organizmu i male zmeczenie przy dosc wysokim wysilku :) Jest dobrze a nawet lepiej... ale Henka sie bardzo denerwuje. To w koncu dopiero jej 2gi Maraton.
... za 6 tygodni IM70.3 Austria... boje sie bo nie ma wystarczajaco czasu na rowerowanie. Tutaj tez pogoda i choroba pograzyly moje plany i jestem 2 tygodnie w tyl. W miedzyczasie jeszcze 135 km roweru w Trzebnicy z Szerszeniami :)
... za 6 tygodni IM70.3 Austria... boje sie bo nie ma wystarczajaco czasu na rowerowanie. Tutaj tez pogoda i choroba pograzyly moje plany i jestem 2 tygodnie w tyl. W miedzyczasie jeszcze 135 km roweru w Trzebnicy z Szerszeniami :)
Subscribe to:
Posts (Atom)